Jest Pan nazywany człowiekiem orkiestrą. Pańskie doświadczenie sceniczne jest okazałe. Czy w ciągu tych 30 lat Pańskie podejście do muzyki znacząco się zmieniło?
Nie mów mi Pan, jestem Tymon. Tak, zmieniło się - jestem
mądrzejszy i starszy o 30 lat… Mam tę samą metodę – jak nie kijem, to pałką.
Niespecjalnie przejmuję się tym, czy komuś przypierdolę w caban kontrabasem czy
gitarą… ale dalej kocham muzykę. Kocham muzykę piękną, ekspresyjną. Kocham
Beatlesów… Muzyka się specjalnie nie zmienia. Jest cały czas taka sama. Są
piosenki ładne albo brzydkie…
Inspirowałeś
się Beatlesami?
Mega, cały czas. Dzisiaj śpiewałem z kolegami całą
trasę, na głosy. Śpiewałem m.in. ,,There’s a place”, utwór mniej znany - ,,From
a window” oraz ,,This boy”. Wszystkie piosenki Beatlesów znam na pamięć.
Wszystkie śpiewam.
Napisałeś
na swoim blogu, że jesteś muzykiem, kompozytorem, tekściarzem, felietonistą,
scenarzystą i aktorem. Czy muzyka jest dla Ciebie powiązaniem wszystkich pasji?
Czy jest coś czego jeszcze o Tobie nie wiemy?
Nie wiecie tego, że jestem pedałem (śmiech). Oczywiście
żartuję. Ostatnio wycofałem się trochę z muzyki. Razem z ekipą zrobiłem film.
Myślę, że w przyszłości będę generował zmagania filmowe.
Mimo
tego Twoja pasja do muzyki nie wygasła?
Oczywiście, że nie. Jest to pewien rodzaj obejścia
problemu. Muzyka się troszeczkę kończy. Rock 'n' roll już nie jest tak inspirujący…
Dzisiaj mamy dużo fajnych muzyków, ale mam wrażenie, że najbardziej gorący
okres w muzyce przypada na lata 67 i 91. Wtedy były rewolucje. Teraz nie ma
rewolucji. Są fajne kapele, ale grają rzeczy dość oczywiste. Przynajmniej dla
mnie. Dlatego myślę, że praca nad filmem jest taką syntezą sztuk. Dotychczas
miałem do czynienia z dwoma wymiarami, z tekstem i muzyką. W filmie dochodzi
jeszcze obraz. Poza tym film dociera do większej ilości widzów. To jest
inspirujące. Nasz film może dotrzeć do pół miliona ludzi. Mówi się, że to jest
sprzedanie siebie, ale ja uważam, że nie. Po prostu nie każdy słyszy muzykę.
Muzyka to trudna forma i nie każdy ją kuma. Myślę, że w Polsce jest 5 tysięcy
osób świadomie słuchających muzyki i 5 tysięcy osób świadomie czytających
tekst. Pomyślałem, że można im pokazać film z muzyką.
Chciałbyś
dokonać jeszcze czegoś nowego w swoim świecie muzycznym? Czy teraz bardziej
myślisz o świecie filmowym?
Chcę dokonać czegoś nowego. Mam pomysł na nową
płytę, która ma na razie roboczy tytuł. Chcę, żeby ta płyta była rozjebana,
trochę gitarowa, trochę turystyczna, ale to wymaga specjalnych przygotowań. Na razie
skupiam się na filmach, bo to mnie bawi, ale do muzyki wrócę. Zamierzam wrócić
z nowym, większym składem, z dzieciakami. Można oczekiwać nieoczekiwanego.
Masz
jakieś niespełnione marzenie?
Ja nie marzę, ja realizuję. Wszystko co sobie
wymarzyłem, zrealizowałem. Oczywiście to nie jest tylko moja zasługa.
Myślę,
że na początku trzeba coś nazwać marzeniem. W końcu marzenia są po to, by je
realizować.
Nie no, pewnie. Jeśli ktoś nie ma marzeń, to jest
przeklęty, można go nazwać trupem. Trzeba mieć marzenia. Ludzie porzucają
marzenia dla pracy w korporacji czy innych rzeczy i potem się okazuje, że całe
życie cierpią. Ja marzę bardzo intensywnie, dynamicznie. Ja chcę wszystkiego.
O
godzinie 20-stej znów wystąpisz na scenie. Dla publiczności każdy koncert
niesie ze sobą wiele emocji. Jak to wygląda z drugiej strony? Co odczuwasz? Czy
publiczność wywiera duży wpływ?
To zależy, jeśli jest 30 osób, to mniejszy, jeśli
jest 1000 – to większy.
Patrzysz
na każdego z osobna czy skupiasz się na swojej grze?
To zależy od dnia. Mam takie dni, że nie czuję się
wcale liderem czy gwiazdą i wtedy się po prostu chowam. To jest naturalne. Jak
się czuję chory, zmęczony, to staram się nie świrować wtedy na scenie.
Oczywiście są też momenty kiedy mam dobre flow. Ostatnio grałem taki koncert w
Krakowie, podczas którego widziałem każdą twarz, widziałem ludzi, którzy
płakali. To było wstrząsające. Czułem wielką siłę tych ludzi. Po prostu czułem
jak mnie wspierali. Widziałem, że byli wstrząśnięci tą muzyką. Poczułem się
trochę jakbym był Henry Rollinsem… ale to zależy - czasami tak bywa, że jest 30
osób i…
Na
pewno ważne jest,
żeby mieć dla kogo to robić.
Czasami widzę ludzi, patrzę na nich, czasami nie mam
siły patrzeć, zamykam oczy, ale wiem że tam są.
Rozumiem.
Dziękuję bardzo.
Wywiad
przeprowadziła Marta Matkowska
(CHECKOUT,
Gniezno, 06.11.2014)
Serdecznie dziękujemy za możliwość przeprowadzenia wywiadu
dyrektorowi festiwalu Offeliada Panu Piotrowi Wiśniewskiemu.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz