10 listopada 2014

Filmowy skok w bok - wywiad z Tymonem Tymańskim


Jest Pan nazywany człowiekiem orkiestrą. Pańskie doświadczenie sceniczne jest okazałe. Czy w ciągu tych 30 lat Pańskie podejście do muzyki znacząco się zmieniło?
Nie mów mi Pan, jestem Tymon. Tak, zmieniło się - jestem mądrzejszy i starszy o 30 lat… Mam tę samą metodę – jak nie kijem, to pałką. Niespecjalnie przejmuję się tym, czy komuś przypierdolę w caban kontrabasem czy gitarą… ale dalej kocham muzykę. Kocham muzykę piękną, ekspresyjną. Kocham Beatlesów… Muzyka się specjalnie nie zmienia. Jest cały czas taka sama. Są piosenki ładne albo brzydkie…
Inspirowałeś się Beatlesami?
Mega, cały czas. Dzisiaj śpiewałem z kolegami całą trasę, na głosy. Śpiewałem m.in. ,,There’s a place”, utwór mniej znany - ,,From a window” oraz ,,This boy”. Wszystkie piosenki Beatlesów znam na pamięć. Wszystkie śpiewam.
Napisałeś na swoim blogu, że jesteś muzykiem, kompozytorem, tekściarzem, felietonistą, scenarzystą i aktorem. Czy muzyka jest dla Ciebie powiązaniem wszystkich pasji? Czy jest coś czego jeszcze o Tobie nie wiemy?
Nie wiecie tego, że jestem pedałem (śmiech). Oczywiście żartuję. Ostatnio wycofałem się trochę z muzyki. Razem z ekipą zrobiłem film. Myślę, że w przyszłości będę generował zmagania filmowe.
Mimo tego Twoja pasja do muzyki nie wygasła?
Oczywiście, że nie. Jest to pewien rodzaj obejścia problemu. Muzyka się troszeczkę kończy. Rock 'n' roll już nie jest tak inspirujący… Dzisiaj mamy dużo fajnych muzyków, ale mam wrażenie, że najbardziej gorący okres w muzyce przypada na lata 67 i 91. Wtedy były rewolucje. Teraz nie ma rewolucji. Są fajne kapele, ale grają rzeczy dość oczywiste. Przynajmniej dla mnie. Dlatego myślę, że praca nad filmem jest taką syntezą sztuk. Dotychczas miałem do czynienia z dwoma wymiarami, z tekstem i muzyką. W filmie dochodzi jeszcze obraz. Poza tym film dociera do większej ilości widzów. To jest inspirujące. Nasz film może dotrzeć do pół miliona ludzi. Mówi się, że to jest sprzedanie siebie, ale ja uważam, że nie. Po prostu nie każdy słyszy muzykę. Muzyka to trudna forma i nie każdy ją kuma. Myślę, że w Polsce jest 5 tysięcy osób świadomie słuchających muzyki i 5 tysięcy osób świadomie czytających tekst. Pomyślałem, że można im pokazać film z muzyką.
Chciałbyś dokonać jeszcze czegoś nowego w swoim świecie muzycznym? Czy teraz bardziej myślisz o świecie filmowym?
Chcę dokonać czegoś nowego. Mam pomysł na nową płytę, która ma na razie roboczy tytuł. Chcę, żeby ta płyta była rozjebana, trochę gitarowa, trochę turystyczna, ale to wymaga specjalnych przygotowań. Na razie skupiam się na filmach, bo to mnie bawi, ale do muzyki wrócę. Zamierzam wrócić z nowym, większym składem, z dzieciakami. Można oczekiwać nieoczekiwanego.
Masz jakieś niespełnione marzenie?
Ja nie marzę, ja realizuję. Wszystko co sobie wymarzyłem, zrealizowałem. Oczywiście to nie jest tylko moja zasługa.
Myślę, że na początku trzeba coś nazwać marzeniem. W końcu marzenia są po to, by je realizować.
Nie no, pewnie. Jeśli ktoś nie ma marzeń, to jest przeklęty, można go nazwać trupem. Trzeba mieć marzenia. Ludzie porzucają marzenia dla pracy w korporacji czy innych rzeczy i potem się okazuje, że całe życie cierpią. Ja marzę bardzo intensywnie, dynamicznie. Ja chcę wszystkiego.
O godzinie 20-stej znów wystąpisz na scenie. Dla publiczności każdy koncert niesie ze sobą wiele emocji. Jak to wygląda z drugiej strony? Co odczuwasz? Czy publiczność wywiera duży wpływ?
To zależy, jeśli jest 30 osób, to mniejszy, jeśli jest 1000 – to większy.
Patrzysz na każdego z osobna czy skupiasz się na swojej grze?
To zależy od dnia. Mam takie dni, że nie czuję się wcale liderem czy gwiazdą i wtedy się po prostu chowam. To jest naturalne. Jak się czuję chory, zmęczony, to staram się nie świrować wtedy na scenie. Oczywiście są też momenty kiedy mam dobre flow. Ostatnio grałem taki koncert w Krakowie, podczas którego widziałem każdą twarz, widziałem ludzi, którzy płakali. To było wstrząsające. Czułem wielką siłę tych ludzi. Po prostu czułem jak mnie wspierali. Widziałem, że byli wstrząśnięci tą muzyką. Poczułem się trochę jakbym był Henry Rollinsem… ale to zależy - czasami tak bywa, że jest 30 osób i…
Na pewno ważne jest, żeby mieć dla kogo to robić.
Czasami widzę ludzi, patrzę na nich, czasami nie mam siły patrzeć, zamykam oczy, ale wiem że tam są.
Rozumiem. Dziękuję bardzo.



Wywiad przeprowadziła Marta Matkowska
(CHECKOUT, Gniezno, 06.11.2014)

Serdecznie dziękujemy za możliwość przeprowadzenia wywiadu 
dyrektorowi festiwalu Offeliada Panu Piotrowi Wiśniewskiemu.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz