Pokazywanie postów oznaczonych etykietą checkout. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą checkout. Pokaż wszystkie posty

12 marca 2015

20 najpiękniejszych wieczorynek cz.2

Są bajki, których się nie zapomina, które po wielu latach wspomnieniami budzą w nas dzieci, którymi kiedyś byliśmy, którymi nadal jesteśmy gdzieś w głębi duszy…Pamiętamy piosenki, postaci, na twarzy pojawia się uśmiech, czasem nawet w oku łezka się zakręci ze wzruszenia…  Czasy, kiedy wyczekiwało się tej konkretnej godziny, godziny wieczorynki, aby zostawić wszystko, zapomnieć o wszystkim i towarzyszyć ulubionym bohaterom w ich przygodach… 

Kontynuujmy więc naszą podróż w czasie, gdzie cofniemy się do najpiękniejszych wieczorynek lat 90 i nie tylko...




Stacja 11: Chip i Dale Brygada RR (reż. Maria Piotrowska, Miriam Aleksandrowicz, Ewa Złotowska)
Serial animowany wytwórni Walta Disneya. Chip i Dale to dwie wiewiórki, które założyły agencje detektywistyczną. W rozwiązywaniu zagadek pomagają im przyjaciele: Gadżet Hackwrench ( mysz - ona, w niej również się kochają wiewióry), Rocky (mysz), Bzyczek (mucha), Są też czarne charaktery jak kot perski Spaślak wraz z członkami swojego gangu : kretem Kretem, szczurem Snoutem, kotem Meppsem i jaszczurką Wartem, przysparzają detektywom wiele problemów. Nie można też zapomnieć o niedocenianym w swoim mniemaniu i zagubionym między światem dobra, a zła geniuszu Profesorze Nortonie Nimnulu. 



Stacja 12: Kacze opowieści (reż.Maria Piotrowska, Miriam Aleksandrowicz)
To również serial animowany wytwórni The Walt Disney Company. Opiera się głównie na komiksach Carla Barksa. Główne postaci to Sknerus McKwacz, kaczory (siostrzeńcy Kaczora Donalda): Hyzio, Dyzio i Zyzio oraz Kaczor Donald. Ich przygody uczą, bawią, nie brakuje też tajemnic i magii. W 2017r. na antenie Disney XD pojawią się nowe odcinki bajki. 



Stacja 13: Nowe przygody Madeline (reż.Ilona Kuśmierska, Dorota Kawęcka)
Bohaterki to 12 dziewczynek, wychowanek francuskiego sierocińca. Opiekuje się nimi siostra zakonna Clavele. Ach jaka to piękna i wzruszająca bajka... Pamiętacie małą, rudowłosą dziewczynkę Madeline? A może pamiętacie piosenki, których w bajce nie brakowało? Posłuchajcie tej:



Stacja 14: Przygody Myszki Miki i Kaczora Donalda (reż. Miriam Aleksandrowicz, Maria Piotrowska, Ewa Kopaczewska)
Klasyk. Myszki Miki i Kaczora Donalda i wielu postaci bajki chyba nie da się zapomnieć. 



Stacja 15: Witaj, Franklin (reż. Andrzej Bogusz, Artur Kaczmarski)
A pamiętacie przygody żółwia Franklina i jego przyjaciół: Misia (najlepszy przyjaciel), Ślimaka, Wydrę, Gąska, Skunksa i innych? Oczywiście nie może zabraknąć ich rodziców, którzy zawsze służą dobrymi radami i opiekują się swoimi pociechami.



Stacja 16: Nowe przygody Kubusia Puchatka (reż. Maria Piotrowska, Miriam Aleksandrowicz)
Bajka z serii Walt Disney przedstawia. Głównym bohaterem jest oczywiście Kubuś Puchatek(miś). Serial przedstawia przygody misia i jego przyjaciół ze Stumilowego Lasu : Tygryska, Kłapouchego (osioł), Królika, Prosiaczka, Maleństwa (kangurek), Sowy, Gofera (bóbr). Nie można też zapomnieć o przyjacielu Krzysiu (chłopiec). W serialu pojawia się też Kangurzyca - mama Maleństwa. 



Stacja 17: Przygody Misia Colargola (reż.Lucjan Dembiński)
Polski lalkowy serial, powstał w Łodzi. Głównym bohaterem jest tytułowy Miś Colargol. Towarzyszą mu przyjaciele - zwierzaki, w niektórych odcinkach pojawiają się ludzie.



Stacja 18: Wilk i Zając (reż. Czesław Staszewski, Bożena Bokota)
Wilk i Zając, czyli bajka o tym, jak Wilk próbuje schwytać Zająca. Zając zawsze uchodzi z życiem, a ich przygody są wielce zabawne. Pamiętacie Wilka krzyczącego : 'Ja Ci pokażę'?


Stacja 19: Piaskowy Dziadek
Piaskowy Dziadek to postać zaczerpnięta z bajek Andersena i nieco unowocześniona. Dziadek porusza się różnymi środkami transportu i rozsypuje złoty piasek zamieniając go na różne historie.
W bajce piękna piosenka 'Dziadku, drogi Dziadku nie chcemy jeszcze spać, choć tu zabawiać nas. Przecież wiesz, na dobranoc bajka musi być. Naszym gościem bądź, gościem bądź...'
A inne postaci? Sami zobaczcie!



Stacja 20: Przygody Kota Filemona (reż.Alina Kotowska. Ireneusz Czesny, Andrzej Pilczewski i inni)
Przygody dwóch kotów Bonifacego i Filemona, którzy mieszkają w chatce wraz z Babcią i Dziadkiem. Bonifacy jest czarny, stary, doświadczony, Filemon zaś biały, młody i ciekawy świata.




To już koniec naszej podróży... Mam nadzieję, że każdy z Was choć na chwilę oddał się zapomnieniu, wkroczył w świat dzieciństwa, świat bajek, przywołał piękne wspomnienia, uśmiechnął się, roześmiał czy nawet wzruszył...
                       
Anna Kaczmarek


1 marca 2015

 20 Najpiękniejszych wieczorynek cz.I


Są bajki, których się nie zapomina, które po wielu latach wspomnieniami budzą w nas dzieci, którymi kiedyś byliśmy, którymi nadal jesteśmy gdzieś w głębi duszy…Pamiętamy piosenki, postaci, na twarzy pojawia się uśmiech, czasem nawet w oku łezka się zakręci ze wzruszenia…  Czasy, kiedy wyczekiwało się tej konkretnej godziny, godziny wieczorynki, aby zostawić wszystko, zapomnieć o wszystkim i towarzyszyć ulubionym bohaterom w ich przygodach…
Zapraszam na podróż w czasie, gdzie cofniemy się do najpiękniejszych wieczorynek lat 90 i nie tylko…

Stacja 1: Bajki z mchu i paproci ( reż.Tomasz Grochoczyński)
Pamiętacie Żwirka i Muchomorka? Świat baśni bez przemocy, gdzie rządzą dobro i przyjaźń?


Stacja 2: Krecik (reż. Zdeněk Miler, Hana Němečková )
Ta bajka produkcji czeskiej znana jest na całym świecie. Krecik cieszył się taką popularnością, że maskotka przedstawiająca jego postać  poleciała w kosmos z załogą promu Endeavour w jego ostatnią misję STS-134. W  bajce brak dialogów, ale chyba każdy pamięta słodkiego Krecika i jego ‘Ach jo!’


Stacja 3: Reksio (reż. Lechosław Marszałek)
Serial animowany powstał w latach 1967-1990 w Bielsku-Białej. Przedstawia przygody łaciatego psa Reksia i innych zwierząt oraz ich właścicieli. Wśród wielu odcinków poznajemy m.in. 4 pory roku, a Reksio wciela się w wiele postaci takich jak np. aktor, strażak, kosmonauta, magik. Tutaj również nie ma dialogów.


Stacja 4: Przygody Bolka i Lolka
Kolejna bajka bez dialogów powstała w Bielsku-Białej(1972-80). Serial kręcony przez 13 reżyserów, wśród nich Wacław Wajser, Edward Wątor, Stanisław Dulz. Poznajemy przygody Bolka i Lolka. W 1973 twórcy wprowadzają do serialu dziewczynkę o imieniu Tola.



Stacja 5: Przygody Misia Uszatka (reż.: Lucjan Dembiński, Marian Kiełbaszczak, Dariusz Zawilski, Eugeniusz Ignaciuk, Jadwiga Kudrzycka, Eugeniusz Strus, Teresa Puchowska-Sturlis, Janusz Galewicz, Krystyna Kulczycka, Janina Hartwig)
Głównym bohaterem jest tytułowy Miś Uszatek, pozostałe pierwszoplanowe postaci to m.in. Zajączek, Prosiaczek, Króliczki, Kot. Trwale zapadają w pamięć piosenki Misia Uszatka. Nakręcono serię 38 krótkich filmów z Misiem Uszatkiem zapowiadających programy dobranockowe w TV. 


Stacja 6: Muminki (reż. Andrzej Bogusz)
Serial powstały dzięki produkcji japońsko-fińsko-holendersko-francuskiej. Opiera się na serii książek, oraz komiksów o Muminkach ,których autorem jest Tove Jansson, postaci przypominają wyglądem hipopotamy. Pamiętacie np. Małą Mi, Włóczykija i Migotkę, którzy towarzyszą Muminkom w ich przygodach?


Stacja 7: Pszczółka Maja
‘Tę pszczółkę, którą tu widzicie, zowią Mają, wszyscy Maję znają i kochają…’ – jak to śpiewa Zbigniew Wodecki na początku bajki. Mai towarzyszą pszczółka Gucio i pasikonik Filip – jej najlepsi przyjaciele, jednak w bajce występuje wiele różnych postaci.


Stacja 8: Gumisie (reż. Elżbieta Jeżewska, Andrzej Bogusz)
Przygody 7 Gumisiów, które wyglądem przypominają niedźwiadki. Zamieszkują Gumisiową Dolinę. Pamiętacie sok z gumijagód, dający gumisiom niesamowite moce?


Stacja 9: Smerfy (reż. Urszula Sierosławska, Andrzej Bogusz, Miriam Aleksandrowicz, Krystyna Kozanecka)
Przygody małych niebieskich stworzeń Smerfów : Papa Smerf, Ważniak, Smerfetka, Osiłek i inni. Prześladuje je wielki Gargamel wraz ze swoim kotem Klakierem.


Stacja 10: Tabaluga (reż. Andrzej Bogusz)
Serial opowiada losy zielonego smoka Tabalugi i jego przyjaciół, zamieszkujących Rajską Krainę, gdzie wiecznie panuje wiosna. Pojawia się czarny charakter – bałwan Arktos – władca Lodolandii (krainy wiecznej zimy), który wraz ze swoją świtą dąży do przejęcia władzy w Rajskiej Dolinie i zaprowadzenia w niej zimy.


Anna Kaczmarek

23 lutego 2015

Zwycięzcy Oscarów ostatnich 11 lat w kategorii: muzyka

Podczas Gali rozdania Oscarów, o nagrody walczą również twórcy muzyki, dokładnie w kategorii najlepsza piosenka z filmu oraz najlepsza muzyka filmowa. W latach 2005-2015 wygrały utwory:


1. Oscary 2005: Jorge Drexler, "Al Otro Lado Del Rio" - piosenka stworzona na potrzeby filmu biograficznego "Dzienniki motocyklowe" (reżyseria: Walter Salles, scenariusz: Jose Rivera), który opowiada historię Ernesta "Che" Guevary i Alberta Granady. 



2. Oscary 2006: Terrence Howard, "It's Hard Out Here for a Pimp" - piosenka z filmu "Pod prąd", amerykańskiego dramatu kryminalnego (reżyseria i scenariusz: Craig Brewer).




3. Oscary 2007: Melissa Etheridge, "I Need To Wake Up" z filmu dokumentalnego "Niewygodna Prawda" (realizacja: Davis Guggenheim). 




4. Oscary 2008: The Swell Seaspn, "Falling Slowly" - piosenka do filmu z pogranicza gatunków: dramatu, filmu muzycznego i romansu "Once" (reżyseria i scenariusz: John Carney).




5. Oscary 2009: The Pussycat Dolls (z gościnnym udziałem A.R. Rahman), "Jai Ho" - piosenka z melodramatu "Slumdog. Milioner z ulicy" (reżyseria: Danny Boyle, scenariusz: Simon Beaufoy), 




6. Oscary 2010: Jeff Bridges "The Weary Kind" z melodramatu"Szalone serce" (reżyseria i scenariusz: Scott Cooper).




7. Oscary 2011: Randy Newman "We Belond Together" - piosenka stworzona na rzecz amerykańskiego filmu animowanego "Toy Story 3" (reżyseria: Lee Unkrich, scenariusz: Michale Arndt). 




8. Oscary 2012: Jason Segel "Muppet or Man"- piosenka do filmu "Mappety" z roku 2011 (reżyseria: James Bobin, scenariusz: Jason Segel i Nicholas Stoller). 



9.Oscary 2013: Adele "Skyfall" do filmu sensacyjnego "Skyfall" o Jamesie Bondzie (reżyseria: Sam Mendes). 




10. Oscary 2014: Idina Menzel "Let It Go" - piosenka do filmu animowanego "Kraina lodu" (reżyseria: Chris Bruck, Jennifer Lee, scenariusz: Jennifer Lee).




11. Oscary 2015: John Legend "Glory" - piosenka z filmu "Selma" z roku 2014, który łączy w sobie cechy biografii, filmu politycznego i thrillera (reżyseria: Ava DuVernay, scenariusz: Ava DuVernay, Paul Webb). 






Eliza Kubaszak

15 listopada 2014

FANTASTYKA-FILM-TECHNOLOGIZACJA - rozmowa z Maciejem Parowskim


 „Dobrze jest kochać dziedzinę, od której można intelektualnie wymagać”


Krzysztof Sarniak, Małgorzata Deszcz: Niewątpliwie w dzisiejszym świecie dominuje fantastyka Hollywood. Jak Pan odbiera bardzo popularne produkcje, takie jak "Władca Pierścieni" czy "Harry Potter"?
Maciej Parowski: Wychowałem się na innego rodzaju fantastyce. Jeśli chodzi o mnie, w zasadzie nigdy nie rozkochałem się w tego typu filmach. Żeby je zrozumieć musiałem wyjść z roli fantasty naukowego. Podobały mi się nieco inne filmy. "Kobieta Sokół" czy "Straż Nocna" to była fantastyka, która towarzyszyła mi kiedy rozpoczynałem swoją przygodę z tą tematyką. Jeśli chodzi o "Pottera", to podobała mi się pierwsza część. Kolejne były coraz mniej realistyczne i uznałem, że nie są dla mnie. Doceniam natomiast "Gwiezdne Wojny", które są niejako wstępem do obecnej fantastyki. Problem polega na tym, że tak jak wspomniałem nigdy nie rozkochałem się w tym gatunku. Cenię filmy, które wnoszą elementy nadprzyrodzone, jednocześnie opowiadając pewną historię, takie w których chodzi o głębszy sens. Dobrze jest kochać dziedzinę, od której można intelektualnie wymagać - taka była fantastyka mojej młodości.
K. Sarniak, M. Deszcz: Fantastyka jest stosunkowo młoda. Czy można powiedzieć, że mimo to tworzy już własną subkulturę? Taki punkt widzenia zaprezentowano w filmie "Larp" w reżyserii Kordiana Kądziela prezentowanym na festiwalu filmowym Offeliada.
M. Parowski: Zdradzę tajemnicę głosowania. Typowałem właśnie ten film. Nie bada on fantasy samego w sobie, bada natomiast wpływ jaki fantasy wywiera na nas. Mówi o tym czego substytutem może być fantasy. W tym filmie urzekła mnie bardzo prosta rzecz. Tutaj świat realny ukazany jest jako bardziej śmieszny od świata głównego bohatera. W jego świecie bowiem każdy poddaje się regułom pewnej gry. Bez względu na to kim jest w świecie rzeczywistym.
K. Sarniak, M. Deszcz: Urzekła mnie scena powrotu bohatera po bójce do domu. Co Pan o niej myśli?
M. Parowski: Niezmiernie cieszy jedna rzecz. Ten sam ojciec, który akceptuje liczne bójki syna boksera, nie potrafi zaakceptować bójki jako gry o prawdę, jako obronę wartości. Kto zatem jest bardziej śmieszny, ten który bije się dla zabawy czy ten, który walczy o zasady? Jest to opowieść o człowieku, który marzy i jednocześnie jest z tych marzeń wytrącony i właśnie dlatego musi o nie nieustannie walczyć.
K. Sarniak, M. Deszcz: Czy zatem uważa Pan, że fantastyka ma wpływ na naszą wyobraźnię i rzeczywistość?
M. Parowski: To wzajemnie oddziaływanie. Jest to podobne do tego jak jeden autor motywuje innego do stworzenia czegoś nowego, po czym sam inspiruje się tym co powstało z inspiracji jego własną twórczością. Jeśli chodzi o fantastów, to system wzajemnej inspiracji bardzo dobrze u nich funkcjonuje. Fantastyka także wspiera rzeczywistość. Jest taki trudny czas, gdy rzeczywistości nie da się opowiedzieć inaczej jak tylko przez fantastykę. Badając teksty literacki widać to już w Piśmie Świętym, kiedy Jezus mówił do uczniów w przypowieściach. Były to wymyślone historie, które były wyjaśnieniem dla tego, co zdarza się realnie. To jest zakorzenione głęboko w naszej kulturze.
K. Sarniak, M. Deszcz: Dużo mówi się o tym, że fantastyka wpłynęła na technologizację kina. Potrzeba zjawiskowych efektów specjalnych, co za tym idzie rozwój technologii, nowych technik.
M. Parowski: Tak to zdecydowanie prawda, jednakże cenne są zwłaszcza te przykłady z kina fantastycznego, które tego nie potrzebują. Są filmy, o których nie myślimy o wykorzystaniu techniki, ponieważ nie to z tych filmów zapamiętujemy. Ewidentnie technologia rozpędziła kino. Co więcej później sama w sobie stała się tematem dla kina.
K. Sarniak, M. Deszcz: Czy nie jest czasem tak, że efekty specjalnie przytłaczają coraz częściej film, tym samym zatracają jego właściwy sens i przekaz?
M. Parowski: Tak, pewien krytyk w oparciu o powstające katalogizację stworów, wskazał jak to wszystko jest standardowe, jak tym samym staje się przytłaczające. Są przykłady, gdzie technologia nie zaszkodziła, wręcz pomogła. Czasem jednak producenci nie mają do dyspozycji większej puli pieniężnej, przez co nie poświęcono niebotycznych kwot na efekty specjalne. Czasem prostota jest kluczem do największego sukcesu i to jest chyba najważniejsze w tej kwestii.
K. Sarniak, M. Deszcz: Czy może Pan zdradzić, które filmy spodobały się Panu najbardziej?
M. Parowski: Myślę, że w przypadku tego pytania muszę dokonać pewnej syntezy. Strasznie podobał mi się film "Przez ciemne zwierciadło". Jest to film z trikami technologicznymi, które ewidentnie służą opowieści. Osobiście delektowałem się tą opowieścią, będąc zdziwionym jak ta technika opowieści służy. Bardzo podobał mi się też "Allien". Jednak pod względem opowieści o ludzkich emocjach. Te emocje zostały doskonale ukazane. To chyba jest sukces tego właśnie filmu.
K. Sarniak, M. Deszcz: Dziękujemy serdecznie za udzielenie wywiadu i pamiątkowe zdjęcia.
M. Parowski: Ja również Wam dziękuję.



Wywiad przeprowadzili Małgorzata Deszcz i Krzysztof Sarniak.
(CHECKOUT, Gniezno, 08.11.2014)


Serdecznie dziękujemy za możliwość przeprowadzenia wywiadu dyrektorowi festiwalu Offeliada Panu Piotrowi Wiśniewskiemu.


13 listopada 2014

Między pasją a pracą - wywiad z Waldemarem Stube

Dnia 06.11.2014 r. w gnieźnieńskim Miejskim Ośrodku Kultury miało miejsce otwarcie wystawy pt. "Różne piękno". O wystawie oraz swojej pracy fotografa opowiada autor zdjęć, Waldemar Stube. 



Zajmuje się Pan fotografią od wielu lat. Jak ewoluowało Pańskie podejście do fotografii? Jak zmienił się Pański tryb pracy? 

Wcześniej pracowałem na etacie, zajmowałem się czymś zupełnie innym. Kiedy zrodził się pomysł, żeby zająć się fotografią zawodowo, to przyznam szczerze, że moje życie zmieniło się diametralnie. Głównie z tego względu, że sam fakt prowadzenia działalności wpływa na to, że w pracy jestem cały czas. Nigdy nie jest tak, że zamykam studio i koniec. Cały czas myślę o pracy, więc nie sposób jakoś od tego odpocząć, oderwać się. Na mnie czyha jeszcze jedno niebezpieczeństwo – lubię fotografować i potrafię się w tym zatracić. Nie ukrywam, że pewne projekty robię nie dla pieniędzy, a dla przyjemności – na przykład ten, który zaprezentowany jest dziś. 

Razem z bratem, Dawidem, prowadzi Pan największe w Gnieźnie studio fotograficzne a także agencję fotograficzną. Jak wynika z Pańskich słów - jest to nie tylko praca, ale też pasja. Czy da się to w ogóle rozgraniczyć? 

Dokładnie. Da się rozgraniczyć, bo pewne rzeczy robię typowo dla pieniędzy i tego nie ukrywam, na przykład… Fotografia ślubna? Fotografia ślubna nie. Podchodzę do niej zupełnie inaczej. W moim przekonaniu i moim wydaniu przemycam tam troszeczkę artyzmu i po prostu bardzo to lubię robić. Inaczej w fotografii „produktowej” – to tylko rzeczy przeniesione na zdjęcie i nie ma tam miejsca na wielką sztukę, takie są wymogi. 

Podczas sesji powstaje wiele ujęć, zapewne setki, jeśli nie tysiące. W kontekście dzisiejszej wystawy - jakimi kryteriami kierował się Pan przy wybraniu zdjęć? I ogólnie - poza kwestiami czysto technicznymi – skąd wiadomo, że to akurat TO zdjęcie? 

Akurat ta wystawa jest dość specyficzna i aż tak wiele zdjęć na nią nie zrobiłem. Dla niektórych osób była to nowa sytuacja i nie miałem zbyt dużo czasu żeby ich fotografować. Dotyczyło to na przykład osoby chorej na autyzm, gdyż taka zmiana trybu dnia wpływa niepokojąco na tę osobę, więc ostatecznie fotografowałem ją około pięciu minut. A w ciągu pięciu minut wiele zrobić nie można… Ale faktycznie, podczas niektórych sesji powstaje mnóstwo zdjęć i trzeba wybrać tylko kilka. Pierwszą selekcję oczywiście robię sam, potem mam kilka osób z którymi się kontaktuję i pytam o sugestie. Bo jeśli spędza się dużo czasu nad jakimiś ujęciami, to po prostu pewnych rzeczy się już nie widzi albo widzi się tylko to, co chce się widzieć. 

Czyli ostatecznie zdarza się, że to decyzja zbiorowa? 

Bardziej oczekuję jakichś wskazówek – czasami biorę je pod uwagę, czasami nie. Jak sobie coś założę, to zdjęcia muszą mieć mój charakter i ostateczne decyzje muszą wyjść ode mnie. 

Wiem, że inspiracją dla niedawnej wystawy, którą zorganizował Pan razem z bratem, był film Martina Bresta „Zapach kobiety”. Była to jednorazowa sytuacja, czy na ogół czerpie Pan inspirację z innych tekstów kultury? Z muzyki, literatury? 

Oglądam mnóstwo filmów, to zawsze jest inspirujące. Inspirujące są też dla mnie koncerty. Jeżdżę na nie dosyć często. Zdarzyło mi się być dwa razy na koncercie Depeche Mode - to było dla mnie mocno inspirujące. I faktycznie takie wydarzenia kulturalne dobrze na mnie wpływają. 

Dotyczy to również wydarzeń kulturalnych Gniezna? 

Jestem związany z Gnieznem i jeśli o nie chodzi, tutejsza oferta kulturalna coraz bardziej się rozszerza. Co prawda mówi się, że w Gnieźnie nic się nie dzieje, ale nie do końca tak jest. Trzeba po prostu szukać, czytać i rozglądać się. Są takie dni, kiedy w zasadzie nie wiadomo co wybrać i z czegoś trzeba zrezygnować. A więc nie jest tak, że nic się nie dzieje. Myślę, że mówią tak zwyczajni malkontenci, którzy zawsze będą narzekać. 

Przejdźmy zatem do dzisiejszego wydarzenia. Na wernisażu będzie można oglądać wystawę pod tytułem „Różne piękno”. Modelami były osoby niepełnosprawne. Jak wyglądała praca z nimi? Stanowiło to większe wyzwanie, niż praca z pełnosprawnymi modelami? 

Wszystkie te zdjęcia powstały stowarzyszeniu, w ich budynku. Wolałbym robić je w swoim studio, ale zaważyły względy techniczne. Jest kilka osób na wózku inwalidzkim i przyjazd takiej osoby do mojego studia wiązał się z szeregiem formalności – musiał być na przykład specjalny samochód, co niesie za sobą duże koszty i tak dalej… Więc łatwiej było mi przyjechać do nich i tam na miejscu, w miarę możliwości, po prostu zbudowałem studio. Z niektórymi osobami miałem więcej czasu, bo było to dla nich coś nowego i odprężającego, zaś z innymi musiałem pracować szybciej z tego względu, że była to dla nich nerwowa sytuacja. 

Fragment wystawy pt. "Różne piękno"

Czyli podobnie, jak podczas pracy z modelami pełnosprawnymi – niektórzy czują się swobodnie, a inni są zdenerwowani przed aparatem. 

Dokładnie tak. Ponadto w tych zdjęciach nie był użyty Photoshop, nic tutaj nie zmieniałem. Osoby te przeszły jedynie małą stylizację u fryzjera i kosmetyczki – to wszystko. Reszta to po prostu światło i trochę spędzonego z nimi czasu. 

Celem wystawy jest pokazanie społeczeństwu, że osoby te są równie atrakcyjne i nie chcą być dyskryminowane z powodu swej niepełnosprawności. Jest to zatem przejaw fotografii społecznie zaangażowanej. Czy między pracą nad taką wystawą a pracą z prywatnymi klientami istnieje dla Pana różnica? 

Pewnie jakaś istnieje, trudno mi samemu to ocenić z racji tego, że naprawdę lubię fotografować; zawsze staram się w stu procentach poświęcić i robię to całym sobą. Może ktoś z boku dostrzegłby jakieś różnice, ale mi generalnie pracuje się tak samo. Po prostu projekty, które mnie szczególnie interesują a niekoniecznie na nich zarabiam, staram się robić dla siebie. Czasem te fotografie dają coś innym. Tutaj na przykład miałem ogromną satysfakcję. Gdy oddawałem te zdjęcia modelom - to było coś naprawdę niesamowitego. Pewna kobieta, którą fotografowałem, dostała swoje zdjęcie i na pytanie „jak ci się podoba?” odpowiedziała: „Ja tu wyglądam jak kobieta”. 

To musiało być bardzo poruszające. 

Bardzo poruszające. Z resztą ja do tych ludzi wracam – jest jedna osoba, którą fotografowałem później jeszcze raz, przy okazji innego projektu. Mężczyzna z zespołem Downa, Zbyszek. Ostatnio robiłem mu zdjęcia na wystawę, która mieściła się na rynku. Fotografowałem trzy osoby z zespołem Downa w miejscach, gdzie chciałyby coś zrobić, spełnić swoje marzenia, ale nie mają takich możliwości. 

Czyli dobrze się Panu pracowało? 

Świetnie, taka praca daje mi naprawdę dużo satysfakcji. Z drugiej strony mam nadzieję, że te projekty obudzą świadomość. Kiedyś pracowałem za granicą, w fast foodzie. Tam raz w tygodniu przychodziła do pracy osoba z zespołem Downa. Pracowała normalnie w kuchni, swoim trybem, troszeczkę może wolniejszym, ale miała zajęcia i lubiła tam przebywać. Nikogo to nie bulwersowało. Teraz wyobraźmy sobie, że w Polsce ktoś zatrudnia osobę z zespołem Downa. O ile w ogóle można to sobie wyobrazić. Większość z nas też nie wie, że ma do czynienia z osobami niepełnosprawnymi intelektualnie albo po prostu nie chce wiedzieć i ulegamy stereotypom. 

Od stereotypów trudno się uwolnić, ale myślę, że takie projekty jak dzisiejsza wystawa mogą nam w tym pomóc. 

Ja też głęboko w to wierzę. 

Chciałabym zapytać jeszcze o coś bardziej ogólnego. Żyjemy w cywilizacji, którą nazywa się cywilizacją obrazu. Jednak wydaje się, że jej profil określić można jako audiowizualny. Jak wobec tego postrzega Pan współczesną kondycję tradycyjnej fotografii? Jak Pańskim zdaniem rysuje się jej przyszłość? 

To dla mnie ciekawy temat. Miedzy innymi dlatego, że ja na co dzień wywołuję zdjęcia. Teraz jest super, wszyscy robią zdjęcia – wszyscy maja aparat, wszyscy mogą. My zajmujemy się również renowacją starych fotografii. I mamy porównanie, jak ta fotografia wyglądała kiedyś, a jak wygląda teraz. W zasadzie są to podobne fotografie, bo i tu i tu są rodzinne. Ale kiedyś gdy ktoś chciał zrobić zdjęcie, to musiał coś o tym wiedzieć. Raczej nikt przypadkowy nie zajmował się fotografią. Tamte zdjęcia były w jakiś sposób zaplanowane ktoś się nad tym zastanawiał. I co najważniejsze wszystkie oglądaliśmy na papierze. A teraz jedziemy na wakacje, robimy tysiące zdjęć, które potem składujemy gdzieś w komputerze. Nie chce nam się do tego wracać, bo kto by tyle zdjęć przeglądał, zwłaszcza, że… 

…większość jest prawie takich samych… 

Właśnie. Pstrykamy bez opamiętania. W tym momencie zdjęcie traci wartość. Szczególnie, że ludzie coraz rzadziej wywołują zdjęcia, magazynują je gdzieś na dysku, dopiero jak dysk padnie to zastanawiamy się, czy nie trzeba było ich wywołać. Czasami też jest tak, że tracimy te zdjęcia i mówimy: „trudno”. To jest najgorsze. 

Ale w tym momencie mówi Pan o fotografii „jednostkowej”, prywatnej. A fotografia jako sztuka? Czy teraz, w dobie cyfrowej, pewne przywiązanie do tradycyjnej fotografii nie słabnie? 

Myślę, że nie słabnie, ale chyba jakość w tej dziedzinie troszeczkę się obniżyła. Z racji tego, że każdy chwytający za aparat może nazwać siebie fotografem, cały ten świat fotografii stał się bardzo subiektywny w odbiorze. A są pewne kanony, pewne rzeczy, których nie powinno się fotografować, a niektórzy tak robią i zaczynają uważać, że to jest super. Znika tabu. 

Ma Pan określone marzenie związane z fotografią? 

Tym mnie Pani zaskoczyła… Chyba nie mam jeszcze takiego konkretnego takiego marzenia, planu. Wierzę jednak, że to najlepsze zdjęcie, które zrobię, jest jeszcze przede mną. To bardzo dobra siła napędowa. Tak, bo myślę, że gdy stwierdzę, że moje zdjęcia są dobre, to przestanę robić fotografować. Więc może spotkamy się za jakiś czas i może to zdjęcie już będzie. 

Szczerze mówiąc – mam nadzieję, że nie. 

(śmiech) Bo przestanę robić zdjęcia? 

Tak. 

To zajmę się czymś innym – może zacznę kręcić filmy. Jest taki fotograf, Anton Corbijn, znany miedzy innymi z tego, że nakręcił sporo teledysków Depeche Mode, zrobił zdjęcia na większość okładek. Teraz zajął się filmem, nakręcił już trzeci. 

I nie odstąpił od fotografii? 

Nie, cały czas działa w tym kierunku. 

W takim razie i Panu życzę powodzenia. Dziękuję za rozmowę.


Wywiad przeprowadziła Paulina Bruderek
(CHECKOUT, Gniezno, 06.11.2014 r.)